25 stycznia 2009, niedzielne, słoneczne przedpołudnie spędzaliśmy na działce u znajomych w okolicach Czerwińska nad Wisłą. Wyszedłem z kolegami i psem Florianem na spacer do jaru, który zaczyna się zaraz za granicą działki.
Florek był bardzo charakterystycznym psem, białym o długiej zadbanej sierści, puszystym ogonie zawiniętym na grzbiet, brązowych oczach, dużym ciemnym nosie, dzieci nazywały go Śnieżynka. Znajomi śmiali się, że wygląda jak zabaweczka. Na każdym spacerze, ludzie zawsze zwracali na niego uwagę, dopytywali jaka to rasa, chwalili za to, że jest tak zadbany, że jest psem ułożonym.
Szliśmy rozmawiając, dnem jaru, wzdłuż strumienia, a Florek biegał rozradowany dookoła nas. Kiedy wbiegł po zboczu na pole i straciłem go z pola widzenia, zawołałem go. Wtedy usłyszałem pierwszy strzał i przeraźliwy skowyt, którego do tej pory nie mogę zapomnieć. Następnie padł drugi strzał, po którym zapadła cisza. Bardzo zdenerwowani, zaczęliśmy wołać i po paru sekundach nastąpił kolejny wystrzał.
Zadzwoniłem do kolegi, który szedł za nami i zapytałem z nadzieją, czy Florian nie przybiegł przypadkiem do niego. Wspięliśmy się na zbocze i zaczęliśmy szukać. W łozinach rosnących na skraju pola znaleźliśmy zwłoki Floriana. Wtedy wykonałem drugi telefon do kolegi, z informacją, że pies został zastrzelony.
Stąd też, po sprawdzeniu bilingów wiem, że od pierwszego do drugiego telefonu upłynęło zaledwie 6 minut. Odległość pomiędzy nami a miejscem, w którym strzelano była niewielka, w linii prostej mogła wynieść zaledwie 15m!!! W ciągu sześciu minut, wbiegliśmy na to niewielkie zbocze, i szukaliśmy w gęstych zaroślach, wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy, że równie dobrze „myśliwy” mógł zabić mnie lub któregoś z moich kolegów!
Na miejscu zdarzenia nikogo nie było, w oddali na polu zobaczyliśmy człowieka. Dogoniliśmy go. Powiedział, że słyszał strzały i widział myśliwego z bronią, który wsiadł do samochodu i odjechał. Zabraliśmy zwłoki psa i wróciliśmy do domu.
Wszyscy byliśmy w szoku, nie wiedziałem co robić. Nigdy bym nie przypuszczał, że na terenie gdzie są pola, lasek, w którym rośnie kilka drzew, a wokół domki letniskowe, ktoś może strzelać do mnie, czy mojego psa. Ktoś może zabijać. Wydawało mi się, że żyję w XXI wieku, w Państwie Prawa, że mogę czuć się bezpiecznie w niedzielne przedpołudnie, pod Warszawą, spacerując w okolicach wsi.
Policja, którą wezwałem odnotowała tylko interwencję, zdecydowałem się nie zgłaszać całej sprawy. Dopiero po pochowaniu psa wróciłem do Czerwińska, na spokojnie, już na zimno, bez emocji, obszedłem teren, porozmawiałem ze znajomymi, którzy są myśliwymi, dowiadując się jakie jest prawo i zasady działania prawdziwych myśliwych. Przepisy pozwalają na odstrzał zdziczałego psa, zagrażającego zwierzynie łownej, a nie zadbanego, pięknego, śnieżnobiałego psa, którego właściciele są w odległości kilku metrów.
W konsekwencji, sprawdziłem księgę łowiecką i po znalezieniu w niej wpisu o „odstrzale psa”, na właściwym terenie, zdecydowałem się złożyć zawiadomienie. Policjanci przeprowadzili oględziny miejsca, zabezpieczyli łuskę i kawałki zakrwawionej sierści.
Pies był Samojedem, białym szpicem o łagodnym usposobieniu. Na dzikie zwierzęta spotykane w lesie, w którym chodziliśmy na spacery, w okolicach domu nigdy nie reagował, wolał bawić się z ludźmi. Był karny i ułożony – nie miał szans wrócić po tym jak go zawołałem. Zanim zrobił „w tył zwrot” dostał pierwszą kulę. Miał obrożę i zadbaną śnieżnobiałą sierść - także wzięcie go za bezpańskiego i kłusującego psa, nie wchodzi w rachubę. Podejrzewam, że ten pseudomyśliwy, który do niego strzelił zrobił to z premedytacją, na zimno i z bardzo małej odległości, a może po prostu sprawiło mu to frajdę…
Łuska leżała mniej niż 2 metry od miejsca gdzie znaleźliśmy martwego Florka. Facet nie miał nawet odwagi, żeby spojrzeć mi w oczy – musiał słyszeć jak wołamy, a mimo to strzelił i uciekł. Ciekaw jestem, czy choć przez chwilę zastanowił się, jak przerażony musi być ranny psiak, który czuje się bezpiecznie na spacerze ze swoim panem, słyszy go i nagle dostaje kulę w kręgosłup
Wolę chyba przyjąć, że „myśliwy” działał bezmyślnie, bo jeżeli się zastanowił, to znaczy, że sprawia mu przyjemność cierpienie innych. Pseudomyśliwy, niezależnie od tego, czy jest sadystą, czy tylko nie myśli, nie powinien mieć prawa do noszenia broni, a za to co zrobił, należy mu się kara i będę o to zabiegał na drodze sądowej.
Po śmierci Florka otrzymaliśmy bardzo wiele głosów poparcia i współczucia, wieści o jego zastrzeleniu bardzo szybko się rozchodziły. Kontaktują się z nami osoby, które głaskały go przez ogrodzenie posesji.
Ktoś położył kwiaty pod płotem naszego domu, ktoś inny zielony kamyczek i kartkę „uwielbiałam Cię Florku”…
Rafał i Ewa