Żaba

Nie dobija się

O problemie robi się głośniej, kiedy rażąco złamane zostaną przepisy. Co prawda odstrzał wałęsających się psów odbywa się w świetle prawa, ale zachowanie zasady 200 metrów czy niestrzelanie do zwierząt biegających koło ludzi nie dla wszystkich jest przeszkodą.

Żaba, kundel rodziny Drobczyńskich z Iłowa, został zastrzelony na oczach dzieci. – Kule świstały, a psy biegające koło dzieci padały na śnieg – opowiada pani Mirosława. Myśliwy zrobił sobie coś na wzór safari, bo do psów strzelał zza samochodu. – Po pierwszym strzale dzieci uciekły do domu. Psy doczołgały się później. Nodi był lżej postrzelony. Za Żabą wnętrzności ciągnęły się po ziemi. Strasznie cierpiała. A jak zadzwoniłam do myśliwych, żeby się zlitowali i przyjechali ją dobić, to powiedzieli, że to nie ich sprawa – dodała Mirosława Drobczyńska.

Kiedy tematem zajęła się lokalna prasa, do akcji wkroczyła prokuratura. Sprawcy nie ustalono. – Chociaż niemal dałem go im na widelcu. Okazało się, że myśliwi to wpływowe lobby – mówi Piotr Pankanin, redaktor naczelny „Wiadomości Krajeńskich”. Sprawa została umorzona.

– Nie ma trupa, nie ma sprawy. A nawet jak jest trup, to ludzie nie chcą iść do sądu, bo po miesiącach rozpraw okaże się, że doszło do czynu o niskiej szkodliwości – mówi Rafał Feldman. Tylko najbardziej zakochani w swoich pupilach walczą o sprawiedliwość. Pewien emerytowany wojskowy walczył tak zażarcie, że dwukrotnie omal nie wyrzucono go z sali rozpraw, bo z desperacji puszczały mu nerwy i odgrażał się, że zastrzeli myśliwych. Pod adresem sądu też padło kilka ostrych słów.

Źródło: http://www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,1361.html