

Dnia 29 kwietnia 2007, w godzinach porannych miało miejsce zdarzenie, które naruszyło spokój naszej rodziny. W domu obecna była nasza córka Barbara. Usłyszała strzały. Strzały słyszeliśmy już kilkakrotnie, zawsze jednak sądziliśmy, że dobiegają one z głębi lasu.
Kiedy jednak wyszła przed dom, zobaczyła, że nasz pies nie żyje. Nasza posesja jest wyposażona w rozbudowany system alarmowy i dzięki obrazom zarejestrowanym przez kamery rozmieszczone dookoła mogliśmy obejrzeć makabryczne zajście.
Z tyłu naszej działki biegną pod naszym płotem na zewnątrz nasze dwa sznaucery w widocznych obrożach. Za nimi biegnie człowiek w stroju moro z długą bronią. Dobiega do końca płotu, czai się. Brama niestety w tym momencie jest zamknięta. Podbiega jeszcze kawałek, składa się do strzału.
Pies jest mniej ufny i ucieka. Suka nie obawia się. Jest u siebie – dostaliśmy ją od sąsiada z na przeciwka. Pies w szoku wraca do domu. Już sam. Sąsiad, którego samochód widać potem na filmie, zobaczył nieżywego psa na środku ulicy. Ominął go. Rozmawiał potem na ten temat z innymi mieszkańcami naszej wsi.
Mieszkamy w Sierzchowie od prawie roku. Sąsiedzi są nam życzliwi i zawsze możemy liczyć na ich pomoc. Nasze dzieci nigdy nie obawiały się zostawać same w domu, ponieważ zawsze czuły tu bezpiecznie.
Niestety, to zdarzenie zmieniło nasze życie. Zaczęliśmy podejrzewać, że celem człowieka w moro mogła być nasza rodzina. Strzelał w biały dzień w miejscu publicznym i nie ukrywał się z tym.
Nasza córka zdaje właśnie maturę. Opisane wydarzenie doprowadziło do rozstroju nas wszystkich. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować jak dawniej, ponieważ czujemy się zastraszeni i obawiamy się o własne życie.