Kilka dni temu na leśnej drodze w okolicy Pomieczyńskiej Huty zastrzelono psa. Mieszkańcy pobliskich Nowin są zaniepokojeni i przerażeni tym wydarzeniem, bo doszło do niego na drodze uczęszczanej, będącej szlakiem turystycznym. Na dodatek w pobliżu były dzieci.
W okolicy w tym czasie w kompleksie leśnym przebywali myśliwi, którzy polowali indywidualnie. Podejrzenie od razu padło na nich.
- To nie byłoby pierwsze takie zachowanie myśliwych mających w tym terenie swoje łowiska - mówi oburzony jeden z mieszkańców Nowin. - Zdarzało się, że chodzili bardzo blisko domostw z bronią na ramieniu, a czasem trzymając ją jak do strzału. Kiedyś zastrzelili sąsiadowi koty siedzące na płocie i chcieli strzelać do kaczek na stawie gospodarskim. Teraz zabity został pies, który pobiegł za dzieckiem z innym czworonogiem na smyczy. A że był stary i schorowany, nie nadążał za nimi i pozostał w lesie. Gdy długo nie wracał, dziecko powiedziało o tym w domu.
- Poszedłem szukać psa - mówi ojciec dziecka i właściciel psa (nazwisko znane redakcji). - Z córką na poszukiwania wyruszyły też inne dzieci z wioski. Nagle usłyszałem strzał z broni palnej. Przeraziłem się, bo przecież w lesie były już dzieci. Po kilku minutach zobaczyłem jadący samochód terenowy, a gdy doszedłem do dzieci, pokazały mi ślady na drodze - kałużę krwi, fragmenty tkanek i ślad, jakby ktoś wciągał bezwładnego psa na samochód. Byłem w szoku. Zwierzaka nigdzie nie było.
Od zdarzenia minęło kilka dni, ale mieszkańcy wciąż o nim mówią.
- A gdyby nagle do psa podbiegło dziecko, które go szukało - pytają przerażeni. - Czy myśliwemu wszystko wolno?
O sprawie wie już Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Gdańsku.
- Zrobimy wszystko, by ustalić okoliczności, jak i sprawcę bądź sprawców tego zdarzenia - powiedział Piotr Ławrynowicz, przewodniczący zarządu i łowczy okręgowy. - Przepisy wyraźnie mówią, że do psa myśliwemu wolno strzelić tylko wówczas, gdy stwarza ewidentne zagrożenie. Jest to jednak ostateczność absolutna. Nie przeczę jednak, że w naszych szeregach może być ktoś, kto ma szybszą strzelbę niż myśli. W tym przypadku sprawę na pewno będzie wyjaśniał nasz związkowy prokurator. Skontaktujemy się także z właścicielem psa, jak i myśliwymi, którzy w tym czasie mieli tam przebywać na polowaniu. Nie chcemy być postrzegani jak hycle. Większość z nas kocha psy i sami je posiadamy, bo towarzyszą nam w polowaniach.
W razie ustalenia sprawcy staje on przed sądem łowieckim. Kary dla myśliwych są bardzo surowe, do wykluczenia ze związku łowieckiego włącznie i cofnięcia zezwolenia na posiadanie broni. Jak dodaje jednak Piotr Ławrynowicz, zdarza się, że psy zamieniają się w kłusujące watahy siejące spustoszenie wśród leśnej zwierzyny. Tylko podczas jednej zimy w Pomorskiem zagryzły 500 saren. Dobrze, by właściciele pilnowali swoje psy i nie pozwalali im luzem chodzić po lesie.