Myśliwy ze Skierniewic zastrzelił psa- właściciele żądają dla niego surowej kary
26.02.2009
Państwo Bączkowscy ze Skierniewic do dziś nie mogą się otrząsnąć z tego, że ich ukochany pies zginął na ich oczach. Traktowali Kubę jak członka rodziny, więc nie mogą darować myśliwemu, który go zastrzelił, tłumacząc, że “pies mógł polować na zające”. Żądają surowej kary.
- Mój ojciec wyszedł z Kubą na spacer, na łąkę tuż przy domu - mówi Michał Bączkowski, właściciel zabitego psa. - Pies biegł 100 metrów od niego. Wtedy padł strzał. Kuba z przestrzelonym kręgosłupem przewrócił się, ale jeszcze żył. Wtedy mężczyzna, który strzelał, wsiadł do wiśniowego opla astry kombi i odjechał. Tato jest po dwóch zawałach. O mało nie dostał tam trzeciego - dodaje.
Pan Michał powiadomił policję. - Funkcjonariusze przyjechali na łąkę - opowiada Michał Bączkowski. - W tym samym momencie ponownie podjechał mężczyzna, który strzelał do Kuby wraz z gospodarzem tego terenu łowieckiego. Gdy zapytano go, dlaczego zostawił rannego psa i uciekł, odpowiedział, że… pojechał po worek.
Marek Starosta, komendant Straży Łowieckiej w Piotrkowie, tłumaczy, że ustawa o ochronie zwierząt uprawnia Polski Związek Łowiecki do odstrzeliwania wolno biegających psów. - Jest to jednak dopuszczalne w wyjątkowych sytuacjach - mówi komendant Starosta. - Myśliwy może zastrzelić psa, jeśli ten biega sam, bez opieki i przebywa najmniej 200 metrów od obejścia. Takie zwierzę powinno też wykazywać objawy zdziczenia i stanowić bezpośrednie zagrożenie dla zwierzyny łownej, na przykład gonić sarnę lub zająca.
- Do naszego psa ten człowiek nie miał prawa strzelić, bo nie zaistniała żadna z tych sytuacji - mówi Monika Bączkowska, żona pana Michała. - Kuba nie był sam. Nie był na smyczy, ale też i nie była ona do niczego potrzebna. Nasz pies nie był w stanie gonić zająca, bo od kilku lat jest kaleką. Po tym, jak potrącił go samochód, miał sztywną tylną łapę. Był też dobrze utrzymanym, zadbanym psem, nie wyglądał na dzikiego.
Kazimierz Karalus, prezes oddziału Polskiego Związku Łowieckiego w Skierniewicach, zna sprawę zabicia psa. - Panuje teraz okres ochronny - mówi Kazimierz Karalus. - Rodzą się młode zające i sarny. Takie zwierzę nie ucieknie przed psem, więc trzeba trzymać swojego czworonoga na smyczy, jeśli ten wychodzi poza ogrodzenie. W ogóle pies nie może biegać wolno w odległości większej niż 200 metrów od zabudowań. A już chodzenie po lesie z psem bez uwięzi jest absolutnie zakazane. Jest to traktowane jako usiłowanie polowania i grozi za to nawet 5 lat więzienia.
Sprawą zajmuje się też policja.
- Prowadzimy takie postępowanie. Właściciele psa nie zamierzają darować myśliwemu - mówi Artur Bisinger, rzecznik prasowy skierniewickiej policji.
- Zażądaliśmy od okręgowego rzecznika dyscyplinarnego Polskiego Koła Łowieckiego kary dla tego człowieka- mówi Michał Bączkowski. - Chcę również, by podano mi jego dane. Wtedy skieruję sprawę do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz wytoczę mu sprawę w sądzie.
Jolanta Sobczyńska POLSKA Dziennik Łódzki
