Zastrzelony 15 grudnia 2007 około godziny 14:00. Kundel z białą brodą i krótkim ogonem, siedział 11 metrów od właściciela zajętego likwidowaniem krzewów tarniny, które rosły na granicy pasa drogowego i jego działki.
Myśliwy z Tomaszowa Lubelskiego wysiadł z samochodu i bez zastanowienia strzelił przez krzewy nie mając pewności czy w pobliżu nie znajduje się człowiek. Gdyby zostawił sobie kilka sekund do namysłu usłyszałby zapewne pracującego właściciela, chociaż nie jest wykluczone, że strzelał wiedząc doskonale, iż ten jest tuż obok. Policja nie miała zamiaru wszczynać postępowania, po dwóch interwencjach i po jawnych konsultacjach z “górą” spisano protokół. Dzielnicowy 80% czasu poświęcił na sporządzenie rysopisu myśliwego, który sam zgłosił się wcześniej na policję, chcąc odzyskać klucze zabrane mu z samochodu podczas próby ucieczki z miejsca zdarzenia.
Pierwsze oszacowanie odległości od najbliższych zabudowań mieszkalnych wykazało 270 metrów. Pomiar dokonany w obecności świadka wykazał, że odległość nie przekracza 200 metrów. Co ciekawe, następny “dokładny” pomiar przeprowadzono już bez świadka, i odległość wyniosła wtedy 236 metrów. Myśliwy trzykrotnie zmieniał zeznania. W pierwszej wersji właściciel pojawił się na miejscu po 30 minutach, kiedy on tam czekał z bronią, którą zresztą chciano mu rzekomo wyrwać W drugiej wersji było to już tylko 5 minut, a w ostatniej 1 minuta, podczas gdy faktycznie było to ok. 5 sekund (według właściciela). Myśliwy zeznał także, iż strzelił do psa, gdy ten przeskakiwał przez rów. Temu zaprzeczył nawet jego kompan. O miejscu oddania strzału świadczyły też przestrzelone krzewy. Pies znajdował się na otwartej przestrzeni, nie był wychudzony, zdziczały, czy wystraszony. Podszedł po prostu zaciekawiony w kierunku oprawcy i usiadł odległości około 7 metrów od niego. Dzielił ich rów i rosnące tam krzewy, właściciel zajęty pracą miał psa na oku, nie spodziewał się w najmniejszym stopniu jakiegokolwiek zagrożenia, chociaż słyszał zwalniający samochód, dojeżdżający do znaku z nazwą miejscowości.
Prokuratura notorycznie umarza postępowanie gdyż to zeznania myśliwego są wiarygodne, po roku giną dwie strony akt, numery stron zostają zmienione, a dokumentacja fotograficzna zostaje dołączona już po umorzeniu. W ZO PZŁ w Zamościu giną kopie protokołów, które właściciel zostawiał osobiście za POTWIERDZENIEM w sekretariacie, a listy polecone NIE DOCIERAJĄ do rzecznika dyscyplinarnego…