Witam, sytuacja miała miejsce kilka lat temu, brali w niej udział moja siostra, nasz ojciec i jego pies. Zimą, w czasie ferii świątecznych, ojciec z córką, dorośli ludzie,
wybrali się na spacer do lasu. Towarzyszył im owczarek szkocki Hektor.
Pies był wychowywany w domu, miał obrożę z numerkiem, był zadbany. Spokojny i przywiązany, nie oddalał się od ludzi. Ludzie szli drogą przez zaśnieżony las, głośno rozmawiając, Hektor kręcił się w pobliżu, nie oddalając od właścicieli. W pewnej chwili wyprzedził ludzi o kilkanaście metrów i zatrzymał się, by na nich poczekać. Stał na skrzyżowaniu drogi z leśną przesieką, gdy padł strzał. Myśliwy znajdował się właśnie w tej przesiece, miał widok tylko na mały fragment drogi, na którym był pies - nie widział ludzi, będących kilkanaście metrów od niego. Pies wyglądał na przestraszonego, podbiegł do właścicieli, którym nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś strzelał do ich zwierzaka tak blisko od nich. Myśliwy na widok ludzi natychmiast spakował się i odjechał, nie wyjaśniając, co było celem strzału. Dopiero po kilku minutach zauważono na śniegu krew. Okazało się, że pies został postrzelony, pocisk przeszedł na wylot tuż pod kręgosłupem, jakimś cudem omijając ważne organy. Sprawę zgłoszono na policji oraz u miejscowego łowczego. Sprawcy nie ustalono, ponieważ w tym dniu żaden myśliwy nie zgłaszał polowania. Hektor szybko wrócił do zdrowia.
