Kostuś

Mieszkam w 4 km od Suwałk. Dopiero tu, rok temu, dowiedziałam się, że strzela się do psów. Tak właśnie zginął w styczniu 2009 roku nasz Kostuś, którego uratowaliśmy, kiedy przenieśliśmy się na wieś.

Miał straszne ropne rany, był chudziutki i biedny, ale dzięki zaangażowaniu całej rodziny chudy Kostuś został z czasem odpasiony, odkurowany i szumnie nazwany Panem Konstantym. Teren mieliśmy jeszcze nieogrodzony, a Kostuś, z objawami ADHD, musiał latać! Pilnowaliśmy go, przywiązywany darł się wniebogłosy, więc pozwalaliśmy mu na wypady.

Nasza wina, nie wybaczymy tego sobie chyba nigdy. I pewnego wieczora Kostek nie wrócił.

Po tygodniu dowiedzieliśmy się, gdzie leży martwy. Był mróz, ciało Kostusia było sztywne, ale wyraźnie widać było ślady po kulach i krew na śniegu. Nie zgłosiliśmy tego faktu nigdzie, pogrążeni w bólu, urządziliśmy mu pogrzeb. Potem przyszła refleksja, ze nie można tego tak zostawić. Dowiedzieliśmy się też, że na tym terenie często giną w taki sposób psy. Mówią miejscowi, ze to ze względu na to, ze mieszkamy w otulinie Wigierskiego Parku Krajobrazowego, ale to przecież niczego nie tłumaczy.

Zaznaczcie na mapie to miejsce, może czyjś pies dzięki temu się uratuje. Tu często słychać strzały…