Myśliwy zastrzelił nam dwa psy
Beata Terczyńska
Marian Czajka z synami i dwoma psami wyszedł na spacer. Na własne pole, za domem. Nagle w kierunku bawiących się zwierząt padły strzały. Z broni myśliwego. Policja z Sieniawy wyjaśnia, dlaczego mężczyzna zabił psy.
(FOT. KRZYSZTOF KAPICA)
- Życia naszym psom nikt nie wróci, ale chcemy, żeby ten człowiek już nie skrzywdził żadnego innego zwierzęcia – mówi Marian Czajka, na zdjęciu z synami.
- Przez tydzień robiłem chodniki przed domem. Psy w tym czasie nie mogły swobodnie biegać po podwórku. Siedziały w kojcu. Żal mi ich było, bo upał. Zabraliśmy je z synami na spacer – opowiada Marian Czajka z Pigan. – Pojechaliśmy kilkaset metrów za dom, na moje pole, aby się wybiegały. Był 13 lipca, około godziny 20.
Najpierw jeden, potem dwa
Ojciec ze starszym synem Jarkiem poszli szukać drzewa do wycięcia, 6 - letni Karol słuchał radia w aucie. Psy – Pluto I i Pluto II, biegały po łąkach. Nagle padł strzał.
- Przestraszyłem się. Pobiegłem na wał, wołałem głośno na psy – opowiada Jarek. Wtedy padły kolejne dwa strzały.
- Psy nie reagowały. Zabrałem szybko dzieci, bo bałem się, że i w nas ktoś strzeli. Odjechałem rozglądając się. Nagle zauważyłem auto. Kierowca nie chciał się zatrzymać, ale zajechałem mu drogę. Najpierw wypierał się, że nie zastrzelił psów, ale potem przyznał się i odjechał.
Czajka spisał numer rejestracyjny i powiadomił policję. Okazało się, że był to samochód myśliwego. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, z przeworskiego koła “Bażant”.
Krzaki ich ochroniły
- Nie wyrokuję, czy jego zachowanie było zgodne z etyką i prawem. Będziemy go przesłuchiwać – mówi Wacław Pieczek, komendant komisariatu policji w Sieniawie. – Prawo pozwala myśliwemu strzelać do wałęsających się psów, jeśli znajdują się w odległości większej niż 200 m od zabudowań. W tym przypadku w linii prostej było 800 m. Mężczyzna i syn byli schowani w krzakach.
Czajka przyznaje, że mogli być niezauważeni. - Przecież wrzeszczeliśmy. Na pewno nas słyszał. Komu te psiaki wadziły? Tam żywej duszy w okolicy nie było. Psy były duże, ale łagodne. Żal mi ich ogromnie. Mieliśmy je od 2 lat .Ładne. Jeden rudy, drugi biało - brązowy. Teraz syn po nocach płacze.
Żywe tarcze
Halina Derwisz, szefowa Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt, jest oburzona.
- Karygodne! Nie ma miesiąca, żeby jakiś pies nie trafił do nas ze śrutem. Traktują je, jak żywe tarcze.
Andrzej Fedaczyński, weterynarz z Przemyśla, dopowiada, że też leczył psa, który w obecności dzieci, nieopodal domu, został postrzelony. Urwało mu tylną łapę, a odprysk ranił drugiego psa. Do jego kliniki bardzo często trafiają psy, koty i ptaki ranione z wiatrówek. - To bestialstwo! – mówi.
Próbowaliśmy się wczoraj skontaktować z myśliwym. Zostawiliśmy nagranie na telefonie komórkowym, ale nie oddzwonił.
Do sprawy wrócimy.
źródło: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090724/REGION00/1554868