Jeśli chodzi o mojego pieska… Kuba można o nim powiedzieć “prawie jamnik”, jego matka była jamniczka a ojciec kundlem. Był wredny jak jamnik, potrafił ugryźć każdego kto podniósł na mnie rękę, a poza tym był bardzo wierny:)
Sytuacja:
Poszłam na drugą działkę która jest kolo mojego domu (obie działki są ogrodzone, w około wszędzie są inne domy, zwykle osiedle domków jednorodzinnych). Wracając do domu usłyszałam strzał (tylko jeden), nie
wiedziałam że to jest strzał do mojego psa, który w tym momencie (tak jak zawsze) podbiegł do siatki i szczekał sobie z psem sąsiadów. Za chwile był już przy mnie, przy czym nie było to zadziwiające bo zawsze był przy mnie, nigdy nie zostawał nigdzie beze mnie.
Jak weszłam do domu Kuba położył się na podłogę i dziwnie dyszał. Nie wiedziałam o co chodzi nie skojarzyłam strzału z dyszeniem psa. Jako przewrażliwiona na punkcie swojego pupila powiedziałam ze go zabieram i jadę do weterynarza. Tata stwierdził ze przesadzam, ze pies jest zmęczony bo biegał z dzieciakami za piłką. ale ja czułam że coś jest nie tak i postawiłam na swoim. Dopiero jak dojechałam do weterynarza (jedynego otwartego w niedzielne popołudnie w mieście) zobaczyłam ślad postrzału. Tata zadzwonił na policje. Przyjęli wezwanie.
Weterynarz dał psu coś przeciwbólowego i wysłał nas do warszawy, bo nie miał nawet RTG żeby stwierdzić gdzie znajduje się śrut. Po drodze zajechaliśmy do domu, akurat panowie policjanci się pojawili, widok wymiotującego psa ich bardzo bawił. Chwile coś pogadali i poszli. My pojechaliśmy do warszawy z psem. Na miejscu weterynarz zrobił zdjęcia, dał leki. Niestety pies dostał zatoru… Miał zostać na noc w szpitalu. Nie przeżył.
Jeśli chodzi o cale dochodzenie to następnego dnia byli panowie, którzy pytali się gdzie usłyszałam strzał. Gdzie wtedy byłam, gdzie był pies. Co słyszałam, co widziałam… Potem były przesłuchania na policji, niestety
nic z tego nie wynika.
Wydaje mi się że policja nawet podejrzewając kto to mógł postrzelić mojego psa, trochę lekceważy sprawę. Może nie jest to dla nich ważne, a może po prostu łatwiej jest umorzyć sprawę niż robić dochodzenie i stawiać zarzuty.