Myśliwy na oczach właściciela zastrzelił psa w lesie i odjechał
- Skonał zanim dobiegłem do niego – mówi Marek Sroka pokazując rany na ciele zastrzelonego psa.
- To był taki łagodny, przyjazny psiak. Tyle, co wyrósł ze szczeniaka. Miał dopiero 15 miesięcy. Nie rozumiem, jak ktoś mógł tak po prostu bez skrupułów go zabić – żali się Dorota Sroka.
– Nero był ulubieńcem moich dzieci. Nie wiem jak im wytłumaczyć to co się stało.
Srokowie mieszkają w otoczonym lasami przysiółku Ryszkowej Woli. To właśnie tam zabierali na spacery swojego kudłacza, żeby się wybiegał.
Widziałem jak go zabija
Tak było też 2 stycznia. Marek Sroka wracał z leśnego spaceru. Gdy wyszedł z ostępów na drogę, spuścił psa ze smyczy. Obok nich przejechał samochód.
– To był jasnozielony maluch. Gdy mijał mojego psa kierowca zatrzymał się i… wystrzelił do niego przez okno. Byłem około 100 metrów od niego! Musiał mnie widzieć, a mimo to strzelił. Usłyszałem skowyt Nero, a maluch zaraz potem szybko odjechał – wspomina z bólem Marek Sroka. Nim dobiegł do broczącego krwią psa. Ten już skonał. - Bok miał cały poszarpany - dodaj.
Policja szuka strzelca
Właściciele Nero zawiadomili policję.
– Przyjechali. Zrobili zdjęcia, zebrali dowody. Ciało psa kazali zabrać do domu i zatrzymać, bo może być potrzebne. Wzięliśmy i leży do tej pory, a minęło już kilka dni – opowiadał Marek Sroka.
- Prowadzimy postępowanie wyjaśniające w tej sprawie i staramy się ustalić osobę, która strzeliła do psa. Po wykonaniu niezbędnych czynności zwłoki psa przekazano właścicielowi – tłumaczy Janusz Dymek, komendant jarosławskiej policji.
Myśliwi też sprawdzają
Na 99 procent mężczyzna, który zastrzelił psa był myśliwym.
- Podejrzewam, że zauważył psa, a nie zobaczył właściciela. Potraktował zwierzę jako szkodnika. Prawo zezwala nam w takiej sytuacji na odstrzał – próbuje tłumaczyć to zdarzenie Józef Rząsa, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Przemyślu.
Nawet jeśliby nie zauważył właściciela (zdaniem Marka Sroki to niemożliwe), to i tak przekroczył swoje uprawnienia.
– Powinien sprawdzić, czy pies został zastrzelony, a jeśli tak, to jego zwłoki przewieźć do utylizacji. Nie wolno mu zostawić ich lesie – dodaje prezes.
Po naszej interwencji obiecał, że Okręgowa Rada Łowiecka przeprowadzi wewnętrzne śledztwo w tej sprawie. Jaka kara czeka myśliwego za takie przewinienie? Może zostać wykluczony z koła łowieckiego i stracić uprawnienia do legalnego korzystania z broni myśliwskiej.
Nie liczą na sprawiedliwość
- Zrobiliśmy co możemy, żeby dopaść winnego, ale nie bardzo wierzymy, że poniesie karę. W Polsce myśliwi mogą mordować psy bezkarnie. Nam tylko tak bardzo przykro, bo pies nikomu nie przeszkadzał. Dzieci ciągle dopytują gdzie jest ich Nero. Może ktoś ma do oddania pieska… – mówi Dorota Sroka.
źródło: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100107/JAROSLAW/666763945
